Karnawał na Kozubowej

Wybitnie krótki czas karnawałowy przypadł nam  w tym roku w udziale ale to znaczy ze bliżej do wiosny!

 

Zaplanowaną wycieczkę do Czech na Kozubową rozpoczęliśmy w Bielsku Białej używając do transportu busa – komercyjnej firmy. Po dotarciu do Cieszyna czym prędzej udaliśmy się na czeską stronę. Przywitała nas jadłodajnia usytuowana naprzeciw dworca kolejowego w Czeskim Cieszynie.
 
Po posiłku 17 osobowa grupa o gigantycznej rozpiętości wiekowej wyruszyła na właściwy peron odjazdu pociągi do Bocianowic. Pozując do zdjęcia okazało się że dwie nasze koleżanki jeszcze „nie dorosły” do rozmiarów prawdziwej kobiety…. No cóż wszystko przed nami…
System komunikacji pociągów na terenie Czech jest fantastyczny: odjazdy na czas, synchronizacja połączeń i wysoka częstotliwość kursów - tego możemy pozazdrościć naszym sąsiadom.
 
Z Bocianowic wyruszyliśmy pieszo w 9 kilometrową trasę. Po drodze zrobiliśmy ognisko w tajemniczych ruinach starego schroniska.
Górska Chata  na Kozubowej przywitała nas komfortowymi pokojami z łazienką o ciepłej wodzie oraz smaczną kuchnią serwowana dla naszych potrzeb. Później podczas biesiady wieczornej poznaliśmy bardzo miłego pana kucharza i jego pięknego psa.
 
Co do biesiady ….. to były tańce, karaoke i polsko-czeskio-zaolziańskie tematy. W schronisku przebywali również bardzo mili mieszkańcy Czech!
 
Poranek przywitał nas zimowym klimatem ponieważ w nocy spadł drobny puszek koloru białego.
 
Po kilku godzinach wyłoniła się panorama Beskidów… tak więc pomaszerowaliśmy w kierunku Navisi.
 
Droga choć w dół i tak momentami była bolesna … to znaczy złapał nas wielki głód!
Wykorzystaliśmy wszelkie zapasy pokarmowe dzieląc się przyzwoicie tym co kto miał. Na szczęście podzieliliśmy się wcześniej na dwie grupy oddalone o ho ho.
 
Na stacji w Navisi przywitała nas miła pani bufetowa która zadbała o czas oczekiwania na schodzących się w długim okresie czasu koleżanek i kolegów.
 
Przyjechał pociąg. Wsiedliśmy. I na prośbę kolegi G. odpowiedzieliśmy na zadane przez niego pytanie „Czy jestem malkontentem?”. Las rąk wszystkich pasażerów był miażdżącą odpowiedzią.
Tak więc na pocieszenie wstąpiliśmy na pizze w polskiej cieszyńskiej Wenecji.
Tam kolegę i nas ogarnęła radość bo zupa nie była za słona!
 

powrót