Łysa Hora w otoczeniu „mini-piwowarów”

Do Cieszyna dotarliśmy w godzinach porannych około godziny 8.30. Dalej udaliśmy się na dworzec do Czeskiego Cieszyna skąd wystartowaliśmy kolejami czeskimi poprzez Frydek-Mistek do Frydlant nad Ostravici.
 
Pogoda od rana była stabilna-drobny wszechobecny deszcz o różnym stopniu nasilenia co później okazało się bez znaczenia.
Niebieskim szlakiem postanowiliśmy udać się na Królową Beskidu Śląsko Morawskiego – 11 km od dworca.
Jako że wycieczkę postanowił pilotować Jan, nie mogło obejść się bez zwiedzania mini-piwowarów.
 
Tak były dwa: jeden na początku drugi na końcu, a pośrodku Łysa Hora.
 
Z dworca we Frydlandzie do browarku dojście zajmie 10 min. spokojnym krokiem. Trzeba iść ul. Nádražní, potem w lewo i przez rondo prosto na malutki ale stylowy rynek, na którego przeciwległym końcu stoi piaskowego koloru budynek hotelu Beskyd. Wejście jest z boku, obwieszone reklamami Radegasta ale na chodniku ustawiono też stylową drewnianą tablicę reklamującą miejscowe piwo. Warzelnię (pochodzącą z pierwszego browarku w Lipníku nad Bečvou) zainstalowano w malutkiej salce obok baru, mieszczącej jeszcze tylko 2 stoły dla gości. Do fermentowni (dwie otwarte kadzie po 1000 l) i leżakowni (10 tanków) schodzi się do piwnicy po stromych schodkach za drzwiami tuż przy barze. Restauracja ma jeszcze dwie spore, przyjemnie urządzone sale z ceglanym piecem, belkowymi podporami i o takim suficie. Jednak najwięcej miejsca jest na dużym, częściowo zadaszonym tarasie po drugiej stronie budynku, wyposażonym w duży ceglany piec grillowy.
Tu biesiaduje się najprzyjemniej tym bardziej, że mają tu ujście wywietrzniki z warzelni przynoszące piękne piwne zapachy – co mieliśmy możliwość zażyć na wyjeździe czerwcowym kiedy to biwakowaliśmy w pobliskiej Baśce.
 
„Łysa” 1324 m n.p.m-najwyższy szczyt pasma Beskidu Morawsko-Śląskiego
 
Lało i lało i lało. Mgła i mokro, a na kocu śnieg i deszcz. Na końcu pierwszy i ostatni odpoczynek na szlaku czyli pobyt w starym schronisku w którym gwarno było od turystów.
Gorąca polewka czosnkowa dodała sił.
 
Zejście już tylko 8,5 km czerwonym szlakiem do Ostrawicy.
 
Mały browar powstał w górskiej miejscowości Ostrawica po to, by można tu warzyć zarówno klasyczne, czeskie piwa, jak i te górnej fermentacji.
Oj… miły akcent na koniec trasy :-)
Powrót  „motorką” z Ostrawicy do Frydlandu, pociągiem z Frydlandu do Frydka, z Frydka do Cieszyna „motorką” . Czas przesiadki nie trwał dłużej niż kilka minut – tak skomunikowane są Czechy!

Na koniec  zatęskniliśmy za włoską pizzą na polskiej ziemi co zrozumiała „Restauracja Wenecja” w Cieszynie :-) 

powrót