Maraton Poznań

Niedzielny rześki poranek. Od piątkowego wieczoru jesteśmy w Poznaniu, Nasz cel to 14 Poznań Maraton. Wczoraj w ramach zwiedzania zafundowaliśmy sobie kilkunastu-kilometrową wycieczkę. Poznań to bardzo urokliwe miejsce, przepiękny  rynek z różnobarwnymi kamieniczkami z różnych epok i stylów architektonicznych , odrestaurowane z pietyzmem  naprawdę cieszą oczy. Zwiedziliśmy także muzeum w słynnym poznańskim ratuszu. Odwiedziliśmy tez miejsce dla Poznania szczególne , pomnik Poznańskiego Czerwca .Te kilkanaście kilometrów w nogach to nie jedyny nasz problem dzisiejszego poranka. Jola z Kubą na wskutek jakiejś niedyspozycji żołądkowo –jelitowej prawie przez całą noc walczyli o miejsce przy sedesie. Pokoje mamy naprzeciwko , ale na szczęście obyło się bez kolizji , jednak totalnie się odwodnili. Pośpiesznie zjadamy  śniadanie i Andrzej podwozi nas wprost pod bramę MTP, bazy poznańskiego maratonu. Rozglądamy się po drodze do depozytu za Jurkiem , który jak wiemy jest od wczoraj w Poznaniu i pobiegnie ten maraton z nami. Zostawiamy rzeczy w depozycie i ruszamy na start. Ja z Kubą w ogonie maratonu , Jola pobiegła do przodu ustawić się z bardzo ambitnym planem na 4:15. Wokół nas tłum biegaczy jakiego nigdy nie widziałem. Zauważam długa kolejkę do księdza w sportowej koszulce założonej na sutannę, ustawiamy się z Kuba karnie na jej końcu. Jakaś dziewczyna przed nami oznajmia że decyduje się jednak na błogosławieństwo zamiast ostatniego namaszczenia, co wzbudza ogólna wesołość. Zdążyliśmy w ostatniej chwili! Widzę wystrzelone fajerwerki i kilkutysięczny tłum przed nami zaczyna falować.. Ruszamy..! Tempo wydaje mi się trochę wolne, ale to mój pierwszy maraton i założyłem sobie ze  przebiegnę go bardzo asekuracyjnie. Biegniemy całą szerokością  jezdni. Na chodniku  kibice zagrzewający biegaczy oklaskami i okrzykami. W pewnym momencie dostrzegam znajomego mi ze startu księdza . Dopiero teraz zauważam ze ma na nogach buty sportowe. Biegnie w sutannie, a na niej sportowa koszulka z napisem „Ksiądz Adam”. Mijamy pierwszy punkt odżywczy na 5 km a zaraz po nim niespodzianka. Zespół muzyczny złożony z młodych ludzi ubranych w zakonne habity z kapturami zarzuconymi na głowy. Ostre rockowe brzmienie, chyba  coś z repertuaru AC/DC. Nawet nie zauważyliśmy z Kuba ze przyśpieszyliśmy , ach ten doping...Gdzieś około 10km pierwsza i jedyna w tym biegu agrafka. Biegacze na drugim pasie ruchu mają nad  nami około 2 km przewagi. Biegnąc wypatrujemy Joli , nie zauważyliśmy jej .Co 5 km stoły, na których jest wszystko od izotoników po czekoladę. Biegnąc mijamy kolejne  zespoły muzyczne zagrzewające biegaczy . Na chodnikach spore grupy kibiców brawo brawo słyszymy ciągle. Mijamy 20 km zmęczenie narasta, a poza tym czuje nasilający ból w stawie skokowym, stara kontuzja dającą o sobie znać przy okazji dłuższych  biegów. Kuba uskarża się na ból kolana. Biegniemy dalej nie decydując się na skorzystanie z pomocy medycznej. Po 30 km daję za wygrana i ustawiam się w kolejce do sanitariusza. Ksiądz Adam, który tak dzielnie sobie do tej pory radził wchodzi na pas zieleni i podciągnąwszy sutannę zaczyna na barierkach rozciągać obolałe mięśnie. Widać jak bardzo jest zmęczony. Dostaję jakiś żel przeciwbólowy i ruszam dalej. Kuba już gdzieś z przodu. Biegniemy teraz  obwodnica Poznania, ale w oddali widać już  budowle starego miasta. Rozpoznaję charakterystyczne wieże Katedry Poznańskiej, którą jutro mamy w planie zwiedzić a w jej podziemiach groby Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Już niedaleko, brawo, brawo!...Ten doping naprawdę pomaga. Zaczyna się odcinek brukowanej jezdni. Nie dam rady po niej biec ,ból w kostce nie do wytrzymania! ,ale bruk się kończy znowu biegnę. Wśród  dopingujących zauważam cykilstów z przewrotnym hasłem wypisanym wielkimi literami...BÓL TO ŚCIEMA!!! Dobiegając do końca ulicy widzę w dole bramę na teren MTP. Już wiem że dam radę. Jeszcze 200 metrów ,za barierkami szpaler kibiców czekających na swoich. Przebiegam linię mety ,młoda dziewczyna zakłada mi na szyję medal , mój pierwszy maratoński .Ktoś podaje mi folię owijam się nią. Proszę wolontariuszkę o zdjęcie chipa z buta, nie ryzykuje przykucnięcia. Idę powoli do hali depozytów tam się umówiliśmy. Wchodząc z daleka dostrzegam Jolę i Kubę siedzących na posadzce. Jola z tym swoim specyficznym  uśmiechem krzyczy podekscytowana...” przebiegłam w 4:15! dostałam medal i czerwoną róże.”! Gratuluje jej wyniku...ależ jest szczęśliwa. Dowiaduje się ze Jurek tez już jest, poszedł pod prysznic. Przybiegł pół godziny po niej...Skąd w tej góralce tyle siły myślę , odbieram depozyt. Jestem maratończykiem mówię.. śmieją się..

 

Dziękuje kibicom za doping i serdeczność... Joli za inspiracje.

 

powrót