"Wzdłuż Dunaju - Bratyslava - Visegrad", sierpień 2008

Przebieg wyprawy:

Wyruszamy z Bielska - Białej, w piątek, 15 sierpnia. My czyli Marek, Janek oraz ja - Tomek. Drogę do Bratysławy postanawiamy odbyć po czeskiej stronie. Jedziemy zatem pociągiem przez około 1,5 godziny do Cieszyna (całe 37 km). Po wyjsciu z pociągu, na rowerach kierujemy się na drugą stronę granicy. Tam na dworcu kolejowym w Czeskim Cieszynie łapiemy pociąg do Ostrawy, gdzie przesiadamy się w pociąg do Prerova. W drodze do Prerova mijamy miejscowość Studenka - miejsce niedawnej katastrofy kolejowej. W Prerovie przesiadamy się na pociąg jadący do Hodonina, który jest ostatnimy punktem na naszej "kolejowej trasie". W Hodoninie polecamy odwiedzić mini pivovar "U Kuncu".
Ruszamy w dalszą trasę około południa. Od tej pory już tylko na rowerach. Do Bratysławy dojeżdzamy głównymi drogami, warto jednak z uwagi na duży ruch samochodowy na tej trasie nadłożyć nieco drogi korzystając z ścieżki rowerowej. Warunki atmosferyczne nas nie rozpieszczają, stale więjący i co gorsza przybierający na sile wiatr pozwalają na uzyskanie średniej w granicach 15 - 16 km/h. W Bratysławie kierujemy się na kemping "Zlate Pieski". Tam jednak z uwagi na trwającą w tym czasie w Bratysławie wystawę psów nie ma wolnych miejsc. Po naradzie postanawiamy wziaść pokój w hotelu (1470 slk za pokój 3 osobowy). Przebytą trasę 107 km wieńczymy piwem i idziemy spać.

Sobotni poranek oznajmia nam się silnym wiatrem. Jedziemy pojeździć wokół Bratysławy. Tym razem dostajemy już nocleg na kempingu "Zlate Pieski" gdzie możemy pozostawić część sakw. Ruszamy w droge. Po przebiciu się przez centrum Bratysławy jedziemy niebieską cyklotrasą przez Iwankę, Malinowo, Most pri Bratislavie. Docieramy do miejscowości Kalinkovo, oraz na brzeg zbiornika na Dunaju. Z tego miejsca kierujemy się w stronę Bratysławy jadąc wyłącznie koroną wału - jest to jednocześnie czerwona cyklotrasa. Także tego dnia wiejący silny porywisty wiatr dawał się bardzo w znaki. Nie przeszkadzalo to z kolei mijanym przez nas serfer'om oraz kiteboardzist'om. Jedziemy dalej aż napotykamy Pristavny Most przez który przeprawiamy się na drugą stronę Dunaju.  Tam udaje nam się spokojnie dojechać do mostu który wyprowadza nas do centrum Bratysławy. Obejrzywszy Rynek, ulicę Michalską kontynujemy powrotną drogę na kemping. Na szczęście jest sobota i ruch samochodowy jest stosunkowo niewielki. Po drodze wpadamy do "Hostinca u Deda" - zjadamy tam dobry posiłek za rozsądną cenę (ok. 120 slk). Dojeżdżamy do kempingu Zlate Piesky. Trzeba powiedzieć że jest to dobrze wyposażona baza noclegowa. Za chatkę 4 osobową na jedną noc płacimy im 1000 koron. Dystans dnia: 68 km.

W niedzielny poranek pogoda już znacznie lepsza. Jest słonecznie i co najważniejsze bezwietrznie. Postanawiamy opuścić rejon Bratysławy i skierować się w stronę Cunovo, Gabcikovo. W tym celu przepychamy się przez centrum Bratysławy i nowym mostem przmykamy na drugą stronę Dunaju. Tu też robimy ostatnie pamiątkowe zdjęcia i żegnamy się z Bratysławą. Witamy z kolei z "Dunajską Cestą" - niebieska cyklotrasa. Pozwala jechać z średnią prędkością 30 km/h. Po niedługim czasie docieramy do Cunovo gdzie przejeżdzamy zaporę. Po drodze mijamy cyklistów z Włoch, którzy swoją przygodę z Dunajem rozpoczeli w Norymberdze (szacuneczek!) . Po minieciu Cunovo jedziemy po grobli - wzdłuż kanału prowadzącego do śluzy w Gabcikovo. Jako że termalne kąpielisko "nie funguje" jedziemy do Velkiego Mederu, ok. 20 km. Droga jest dosyć ruchliwa. W Velkim Mederze bez trudu znajdujemy nocleg za 200 slk od osoby. Warto odwiedzić tamtejsze kąpielisko - w cenie 100 slk od godziny 18 do 20:30. Wieczór kończymy wyborną Spiską Śliwowicą. Dystans dnia to 92 km.

Następnego dnia, w poniedziałek jedziemy na węgierską stronę - do miasta Gyor. Ruszamy około 9:30 (dosyć późno). Niemal do samego przejścia granicznego jedziemy główną, dosyć ruchliwą drogą. Przejeżdżamy przez Dunaj i po raz pierwszy mamy pod kołami węgierską drogę. Udaje nam się uciec z ruchliwej trasy - niemal do samego Gyor docieramy bocznymi drogami przez liczne węgierskie wsie. Samo Gyor pozostawia po sobie przyjemne wrażenia. Tradycyjnie wracamy inną drogą - w punkie IT zdobywamy mapę cyklotras. Obrana trasa okazuje się być jedynie pasem wysypanego żwiru, niezbyt mocno związanym z podłożem. Skutkiem tego jedziemy dość wolno, przez około 2 godziny. Na dodatek poruszamy się w terenie nieosłoniętym w temperaturze ~ 35 C. Z ulgą docieramy do Dunaju, słowackiej waluty oraz języka co pozwala poczuć się odrobine pewniej. Z obserwacji wynika iż zwłaszcza w okolicach mniejszych miasteczek na węgrzech można jedynie komunikować się w języku macierzystym. W Gyor można swobodnie korzystać z jęz. niemieckiego bądź angielskiego. Do Velkiego Mederu jedziemy już porządną cyklotrasą. Przebyta trasa to 95 km.

Wtorek, 19.08. Tego dnia opuszczamy Velki Meder i ruszamy w stronę naszej ostatniej wytyczonej bazy. Będzie nią Sturovo - tuż przy granicy słowacko - węgierskiej. Ogólnie od kilku dni zaczyna nam dokuczać wysoka temperatura. Tak było i tamtego dnia.  Ruszamy w stronę Komarno - to słowackie miasteczko, mające swój odpowiednik na drugim brzegu Dunaju o nazwie Komárom. Położone jest przy ujściu największej wewnętrznej rzeki Słowacji - Vah. Przejeżdżamy obok stoczni, robimy kilka pamiątkowych zdjęć na rynku miasta i udajemy się w dalszą drogę. Jedziemy w stronę miejscowości Patince - jest to najbardziej wysunięty na południe. punkt Słowacji. Jest bardzo gorąco - nie ma sensu robić postojów gdyż są bardziej męczące od samej jazdy. Zatrzymujemy się jedynie w miejscach ciekawych krajobrazowo. Np. na wykopalisku gdzie w II w.n.e znajdował się rzymski fort obronny. Przed dotarciem do Sturova łapiemy jeszcze silny czołowy wiatr - ale nie jest w stanie nas pokonać J. Trafiamy na kemping przy kąpielisku termalnym. W cenie noclegów mamy od razu wstępne na basen. Ogółem za 3 noclegi płacimy po 900 slk od osoby. Od razu też uznajemy że trafiliśmy bardzo dobrze - o godzinie 19 temp. powietrza 30 C. Wieczorem idziemy do centrum, przespacerować się wzdłuż Dunaju i popatrzeć na bazylikę po drugiej stronie rzeki. Akurat mamy szczęście i po stronie węgierskiej biją w niebo fajerwerki.

Środa, 20.08 - dajemy odpocząć co nieco naszym rowerom. Uznajemy że grzechem byłoby nie zwiedzić Esztergom. Udajemy przez most Marii Walerii na drugą stronę Dunaju. Wznosząca się ponad nami Bazylika robi na nas duże wrażenie. Podobnie jak dnia poprzedniego, także i teraz na Węgrzech jest świeto. Wokół nas rozciągają się stragany z wyrobami regionalnymi, gra muzyka. Dzień wieńczymy dłuższym pobytem w basenie z ciepłą wodą.

Czwartek, 21.08 - jedziemy do Visegrad, który jest jednocześnie najdalszym punktem naszej wyprawy. Przejeżdżamy na drugą stronę Dunaju i pokonujemy centrum Esztergom. Dalej już po węgierskiej stronie jedziemy przeważnie głównymi drogami. Do Visegradu docieramy około południa gdzie podziwiamy położony na zboczu góry zamek. By urozmaicić wyprawe postanawiamy jechać drugą stroną Dunaju. Tutaj chwilę zabrało nam kupienie biletów na prom (niestety po raz kolejny przekonaliśmy się że są miejsca na węgrzech gdzie można porozumieć się jedynie po węgiersku). Zaopatrzeni w bilety ruszamy na drugą stronę rzeki. Dalej jedziemy już ścieżką rowerową. Granicę przekraczamy w pobliżu miasta Szob i w ten sposób docieramy do Sturov'a. Wieczór upływa nam na pakowaniu rzeczy i przygotowaniu się do drogi powrotnej.

Piątek, 22.08 - dzień wyjazdu. Szkoda że to już. Pociągiem z Sturova docieramy z 3 przesiadkami do Skalitego. Przejazd pociągiem zajmuje nam około 6 godzin (273 km). Z Skalitego ruszamy w stronę Korbielowa. Dalej przez Żywiec, Lipową do Bielska - Białej.

Podsumowanie: w ciągu opisywanego tygodnia przejechaliśmy nieco ponad 600 km. Nie odnotowaliśmy większych trudności poza silnym wiatrem przez pierwsze dwa dni wyprawy.
Ogólnie wyprawę zaliczamy do bardzo udanych. W przyszłym roku następna :).

Janek, Marek i Tomek.

powrót